Wasini. Kontrasty. Część 2


Kontrasty. To najbardziej zostaje w głowie, podróżując po Wasini. Wszechobecna bieda, nieskazitelnie piękna przyroda, umiech na twarzy i przerażenie w oczach dzieci. Zostają obrazki, których nie sposób wyrazić, kadry zaszyte głęboko w świadomości i dziwna chęć powrotu do…


Po cudownych wrażeniach towarzyszących nurkowaniu i wylegiwaniu się na znikającej wyspie organizm dopomina się o posiłek. Płyniemy w kierunku Wasini podziwiając to co wokół. Na statku panuje atmosfera ogólnego rozluźnienia, zewsząd dochodzą entuzjastyczne opowieści z głębin oceanu. Oprócz nas jest kilkoro Polaków, reszta to Niemcy i Hiszpanie. Omar jak zawsze radosny, teraz opowiada o swoich spostrzeżeniach na temat Masajów. Ci, którzy spacerują codziennie na naszej plaży nie są prawdziwi, dowiaduję się. Ci prawdziwi mieszkają w swoich wioskach, nie noszą majtek i są zawsze gotowi do akcji. “W lewo, w prawo, zawsze gotowy do akcji” – Omar zanosi się śmiechem, zresztą my też. Przypominam sobie jak chwilę wcześniej woła do mnie, zakutej w za małą kamizelkę ratunkową, walczącej z prądem, “chodź Mama, ja ci pomogę!” i śmieję się jeszcze bardziej. Ocean, teraz spokojny wiedzie nas do celu. Moim oczom ukazuje się średnich rozmiarów wyspa, porośnięta bujną roślinnością, głównie w postaci drzew. To drzewa mangrowe. Masywne, rozłożyste i szarawo-białe stanowią dla mieszkańców Wasini i Shimoni (port, z którego wypłynęliśmy) pokarm, budulec i opał. Miejscowi nagminnie wędrują w głąb lasu, wycinając drzewa. W ostatnich latach ponad 70% lasów została wykorzystana w ten sposób. W celu ograniczenia ich wycinania podjęto działania polegające na korzystaniu z materiałów, takich jak łupiny orzechów kokosowych i papier. Ekologiczne odpowiedniki węgla drzewnego mają pomóc zachować lasy. Drzewa mandrowe odgrywają również dużą rolę w utrzymaniu przybrzeżnych siedlisk ryb i skorupiaków. W koronach drzew żyją ptaki, ich korzenie oblepione są małżami. Aby chronić przyrodę dokłada się wielu starań, każda pomoc jest ważna. Wyspa ma rozległe lasy namorzynowe o powierzchni 1236 hektarów. Ogólnie w pobliskich rezerwatach morskich żyje mnóstwo ryb, siedem gatunków delfinów, można spotkać także humbaki, rekiny wielorybie, wiele ptaków wodnych czy żółwie morskie. Olbrzymia eksploatacja raf koralowych, również w celach budowlanych przyczynia się do ich wymierania. Na “tyłach” wyspy znajduje sie park martwych raf, który można zwiedzać za opłatą. Spacerując po drewnianej kładce obserwujemy wyblakłe cmentarzysko. Niesamowity kontrast do tego, co widzieliśmy pod wodą!  Wśród trawy morskiej buszują kraby. One, ryby i ta trawa stanowią główne pożywienie mieszkańców wyspy. Na Wasini nie ma pitnej wody. Przewodnik pokazuje rusztowania utkane z rur, rynienek, które “wyłapują” deszczówkę do wiaderek. Sama wyspa to około 7 km długości i 3 km szerokości zamieszkanej przez około 2500 ludzi. Oczywiście nie ma tutaj żadnego transportu, pomiędzy domkami biegną ścieżki z ostrych korali i piasku. Ciekawią więc fragmenty asfaltu znajdujące się w południowej części wyspy. Okazuje się, że czasie brytyjskiej kolonii, więc przed 1963 roku, znajdował się tu pas startowy. Odnośnie kolonizacji i wpływów, tutejsza ludność wywodzi się  z ludów Bantu i Arabii. Sama zaś nazwa Wasini to wpływy chińskie, o czym świadczą kawałki porcelany znalezione w jednym z grobów na wyspie, datowane na XV wiek. Większość mieszkańców wyspy to Muzułmanie. Kiedy tak spacerujemy próbuję robić zdjęcia. Czuję się jak przestępca, który celuje obiektywem. Przez małe okienko aparatu widzę złowrogie spojrzenia zmieszane ze wstydem, poniżeniem, niektórzy ostentacyjnie obracają się do mnie plecami, zakrywają dłońmi twarz. Tu panuje taka bieda. Rozmawiamy glównie po angielsku ale językiem codziennym jest tutaj suahili z dialektami kivumba (dla plemienia Vumba)i kidigo (dla plemienia Digo). Domy są murowane, wewnątrz puste.

W pewnym momencie w naszym kierunku zaczynają biec dzieci. Jesteśmy niedaleko szkoły. Maluchy w oczekiwaniu wyciągają rączki, chwytają za rękawy, ciągną za nogawki spodni. Przyzwyczajone, nauczone tego, że “biały” równa się prezenty nie odstępują nas na krok, dopóki ktoś z grupy wyraźnie i surowo nie oznajmi, że już dla nich nic nie mamy. Dzieci są brudne, zaniedbane, u niektórych widoczne są liszaje na twarzy i nóżkach.

Pora na lunch. Po takich wrażeniach nie wiem czego się spodziewać. Wchodzimy do pomieszczenia, w któym czekają na nas drewniane, przykryte obrusami, przystrojone kwiatami stoły. Z zakamarków wychylają się zaciekawione twarze tubylców. Przede mną piękny widok na ocean i lasy namorzynowe. Gdzieś w oddali widzę czerwone i żółte bojki świadczące o zastawionych sieciach. Słychać wrzaski dzieciaków. Patrzę na Męża i chyba myślimy o tym samym. Jak dobrze, że zainwestowaliśmy w szczepienia przed podróżą. Na stole pojawiają się kolejno: sok z mango, bataty w sosie z mleczka kokosowego, pieczona ryba, ryż, kraby, homary, papaja, banany. Równolegle chmary much. Znowu kontrasty. Mam wrażenie, że dostaliśmy do jedzenia wszystko co było na wyspie. Widzę te brudne dzieci, te puste domki, gnijącą w wiaderkach deszczówkę. Głód, wzruszenie, strach o własny żołądek, chęć oddania obiadu, za który zapłaciliśmy – my wakacjusze. Wygrywa głód. Jedzenie okazuje się znakomite. Z zaciekawieniem i radością obserwuję wprawne dłonie gospodarza, rozłupującego dla nas kraby i homara. Mięso jest rewelacyjne. Właściwie bez dodatków, po prostu ugotowane. Jadłam już owoce morza w wielu miejscach na świecie. Przez myśl przebiegają mi chwile temu towarzyszące. Spoglądam na Męża i zapisuję w swojej głowie kolejną naszą ucztę, kolejny smak z naszych podróży. Na pewno zastanawiasz się kim jest Omar:). O nim, delfinach i wrażeniach z nurkowania przeczytasz w pierwszej części posta: http://blogopodrozach.pl/wasini-jest-cudnie-czesc-1/.

Wybrane dla Ciebie
wasini

Wasini. Jest cudnie. Część 1

Shimoni

Shimoni. Dziedzictwo historii, przyrody i sztuki