Wasini. Jest cudnie. Część 1

Shimoni


Niesamowite jest to, że my, ludzie potrafimy tak skutecznie niszczyć to co kochamy i czym się zachwycamy. Kiedy płynąc łodzią na malutką Wasini słyszałam okrzyki radości z dojrzenia każdego, nawet niewielkiego fragmentu ciała delfina taka właśnie myśl przebiegła mi przez głowę.


Delfin! dolphin! delphin! Oto co skłania do zakupu wycieczki na wysepkę Wasini. I oczywiście rafy, kolorowy, podwodny świat. Kilka faktów. Wyspa leży w południowo-wschodniej Kenii, u wybrzeży Oceanu Indyjskiego 75 km na południe od Mombasy 3 km od portu w miejscowości Shimoni. O wyprawie na nią można pisać w sposób dwojaki.
Z perspektywy beztroskiego “wakacjusza”, płacącego za dobrą zabawę i selfie na łodzi lub przy odrobinie szczęścia z delfinem. Turysty, który uzbrojony w kamizelkę, koło ratunkowe, maskę i rurkę zostaje wypuszczony na głębokie wody oceanu (w nie przypadkowym miejscu), w celu zgłębiania tajemnic raf i ich mieszkańców. Co prawda niewielu potem jest w stanie powiedzieć co widziało ale grunt, że widziało i nurkowało. Super temat na rozmowę przy suto nakrytym owocami morza stole. Bo turystę po wysiłku trzeba nakarmić i to nie byle czym. Rafy są naprawdę cudne. I uwierzcie, że przemycane w walizkach, po kieszeniach i biustonoszach w domowej gablotce już nie prezentują się tak dobrze.

Druga perspektywa jest mniej radosna. Te same pieniądze a jakby inne wrażenia. Być może tylko moje, być może Twoje również… i o tym będzie druga część tego wpisu. Narazie chcę być “wakacjuszem”.

Wycieczkę zaczynamy z Shimoni. Ciekawe miejsce, któremu również należy się osobny wątek. W niewielkim pomieszczeniu, czekając na łódź czytam informacje o żyjących w oceanie rybach, ssakach i roślinach. Jestem pod wrażeniem i zastanawiam się co z tego co widzę jestem w stanie zobaczyć dziś pod wodą. W Shimoni znajduje się też jaskinia, wiem, że dziś jej nie zdażę zobaczyć i, że tu wrócimy. Jest nasza łódka. Zakoczona i przerażona wsiadam do malutkiej szalupki ale nie zadaję pytań bo mi głupio. W każdym razie mózg podpowiada mi koszmarną wersję wydarzeń, która ustępuje gdy widzę, kołyszącą się na falach oceanu dużą, ładną  i pewnie bezpieczną łódź, która popłyniemy dalej. Za sobą zostawiam piękne namorzynowe nabrzeże i machających nam lokalsów, pewnie zawiedzionych bo nie kupiliśmy od nich ani cukierków ani kapeluszy. Jest cudnie. Płyniemy w fajnym, międzynarodowym towarzystwie, wszyscy mamy kremy z filtrem, okulary przeciwsłoneczne oraz buty, maski, rurki i płetwy do nurkowania. Na łodzi, dla bardziej wprawnych, zachęcająco lśni w słońcu pełny ekwipunek nurkowy. Trochę mnie mdli. Trochę chowam się przed słońcem. Trochę podziwiam krajobraz i wypatruję obiecanych delfinów.

Omari. Ten chłopak na zawsze pozostanie w moich myślach. Kiedy piszę te słowa siedzę przy swoim ulubionym biurku, z boku piętrzy się stos książek do projektowania wnętrz, przewodników po Chinach, Tajlandii, Kenii itp, literatury pięknej i książek do nauki języków obcych. Wśród nich Biała Masajka. Książka, która na święta powędruje do Omara. Kiedy zagaduje do mnie na łodzi w moim ojczystym języku uznaję to za żart. Następny “jak sie mas”, ” dobźe”, myślę sobie. Wstyd mi potem bo słyszę jak Omar pięknie i płynnie mówi po polsku. On zna również polskie piosenki ludowe i przysłowia! Kiedy zaczyna nucić “Szła dzieweczka do laseczka” a potem “Sokoły”, kiedy okazuje się, że o Polsce i jej historii wie bardzo dużo i, że przez osiem lat uczył się polskiego sam, posiłkując się zdobycznymi pomocami naukowymi nie mogę wyjść z podziwu. Rozmawiamy o Białej Masajce, o prawdziwej jej historii, tutaj w Kenii, obiecuję wysłać książkę.

Czy widzeliśmy delfiny? Tak. Przez chwilę. Więcej było okrzyków zachwytu niż samych delfinów;)

Z nurkowaniem to jest tak, że chcesz wszystko ogarnąć naraz. Każdy szczegół, każdą rybkę, każdą roślinkę. Zanurzasz się pod wodę i myślisz sobie, że mógłbyś tu zamieszkać. Na Wasini rafy są piękne, Rybek jest dużo i są różne. Raj dla akwarystów i estetów.

Zmęczyły mnie fale i prądy. Słońce ogrzewa słoną skórę. Siedzę na niewielkiej wysepce, która zaraz zniknie. Kolejny, przepiękny cud natury. Kiedy godzinę temu przypłynęliśmy tutaj, pierwszą rzeczą, którą się zachwyciłam była wysepka, o śnieżnobiałym i sypkim jak mąka piasku, na której spacerowały jakieś nieznane mi, kolorowe ptaki. Taki widok z reklamy batonika Bounty. Wokół ocean, szmaragdowy, spokojny, bezkresny. I ten ocean, godzinę później, zabrał mi tą wyspę. Pora wracać na łódź. Płyniemy na lunch.

Co jedliśmy i gdzie i co było potem? Zapraszam na drugą część wpisu o Wasini: http://blogopodrozach.pl/wasini-kontrasty-czesc-2/

 

 

 

 

Wybrane dla Ciebie
Mombasa

Jambo Kenia!

Wasini. Kontrasty. Część 2