Walencja. Uczestniczyć w Sądzie Wodnym, bezcenne!


Walencja. Miasto, które nigdy nie śpi. 600 fiest w ciągu roku daje powody do zabawy średnio każdego dnia! Jeszcze zdążycie na Tomatinę 🙂


Walencja wita słońcem, zapachem rogalików i świeżo mielonej kawy. 3-4 dni wystarczą aby poczuć klimat miasta, zrobić fajne zdjęcia, zjeść  i wypić hiszpańskie przysmaki i poleniuchować na plaży. Walencja ma to wszystko, nie bez powodu Brytyjczycy w ankiecie magazynu “Which?” umieścili ją na 5 miejscu listy najlepszych miast na wyjazd weekendowy – citybreak. Poniżej kilka tematów wartych zgłębienia.

Wojna o wodę i tajemnica Świętego Graala

Jakkolwiek byście nie szli traficie na Plaza de la Virgen ze wspaniałą katedrą La Seu de Valencia i Mare de Déu dels Desemparats (Bazylika Matki Boskiej Bezbronnych/Opuszczonych). A najlepiej jeśli będziecie tam w czwartek przed 12.00. Po co? Punktualnie w południe pod bramą katedry ośmiu delegatów reprezentujących mieszkańców miasta w sprawie…dopływu wody. Ośmiu bo osiem jest kanałów irygacyjnych rozprowadzających wodę. Rolnictwo w regionie Walencji uzależnione jest od wody dostarczanej poprzez rozbudowany system irygacyjny z rzeki Turii uchodzącej do Morza Śródziemnego w Walencji. Trybunał wodny dba o zapewnienie równego dostępu wody. Pierwsze wzmianki o Trybunale wodnym pochodzą z XIII wieku! Obrady prowadzone są wyłącznie w języku walenckim (i tak warto posłuchać ;), bez sporządzania dokumentów procesowych i udziału prawników. Tak więc, jeśli chcecie mieć wpływ na losy miasta koniecznie stawcie się na Plaza de la Virgen i uczyńcie zadość tradycji biorąc udział w Tribunal de Las Aguas.

Walencja. Plaza de la Virgin

Ale to nie koniec tajemnic, które nosi w sobie La Seu de Valencia. Upragniona zdobycz i cel wielu wypraw Indiany Jonsa, rycerzy i grupy Monty Phytona – kielich Świętego Graala. Ten sam, z którego Chrystus pił wino podczas ostatniej wieczerzy stoi sobie spokojnie w bocznej kaplicy katedry. 17-sto centymetrowy kubek trafił do Walencji w 1436 roku za sprawą króla Alfonsa V Aragońskiego. I choć w rzeczywistości było to po prostu gliniane naczynie a badania naukowe potwierdziły, że istnieje duże prawdopodobieństwo zrobienia jej w I wieku w regionie znajdującym się obecnie na terytorium Izraela, dziś w katedrze stoi czara z oszlifowanego agatu na alabastrowej podstawie zdobionej kamieniami szlachetnymi.

Tym co rzuca się w oczy w budowli jest olbrzymia, 70-metrowa dzwonnica wzniesiona na planie ośmiokąta czyli Micalet. Stanowi ona jeden z najważniejszych symboli miasta Walencja. Budowę dzwonnicy w stylu gotyku śródziemnomorskiego rozpoczęto w 1381 roku, a ukończono w 1418 roku w dniu św. Michała (stąd nazwa Micalet). Niesamowite, ile historii kryje jeden budynek. Aha, Sąsiadująca z katedrą barokowa bazylika Mare de Déu dels Desemparats stoi na dawnym rzymskim forum. Jest pierwszym kościołem, którego nie zbudowano na fundamentach wcześniejszych świątyń.

Hiszpańskie pyszności w Mercado (Mercat) Central

Coś dla miłośników jedzenia i targów. Ten wielki modernistyczny budynek został zaprojektowany w 1914 roku, choć rynek centralny nie został otwarty aż do roku 1928. Składa się z parteru z kolumnami i sklepień na bazie cegły i piwnicy. Oba piętra są podzielone prostymi alejami wzdłuż których znajduje sie 959 straganów! Piękne ceramiczne partycje wraz z kamieniem, drewnnem i kolorowym szkłem sprawiają, że budynek stanowi doskonały przykład modernistycznej architektury tamtych czasów. Jeśli chcecie zobaczyć i /lub skosztować, kupić specjały hiszpańskiej kuchni koniecznie sie tam wybierzcie. Feria zapachów, barw i przyjemny gwar umilają degustację i zakupy. Market jest otwarty od poniedziałku do soboty od 8.00 – 15.00. O kuchni hiszpańskiej wyczerpująco pisałam tu: http://blogopodrozach.pl/kuchnia-hiszpanska-salchichon-i-inne-rarytasy/.

Walencja

Plaża

W mieście znajdują się dwie główne, ponadkilometrowej długości plaże: Malvarrosa i Cabanyal (Arenas). Walencja cieszy się słońcem niemal przez cały rok, nic więc dziwnego, że codziennie plaże są zapełnione. Na szczeście 150 metrów szerokości pomieści każdego. Przy plaży ciągnie się bardzo przyjemna promenada z knajpkami, ławeczkami. Można odpocząć w cieniu palm i poobserwować otoczenie. Kolejny przykład na to, że Walencja ma wszystko co do szczęścia potrzebne.

Walencja

Pomidorowa inwazja – jeszcze zdążycie!

Tomatina

La Tomatina – święto obchodzone w miejscowości Bunol około 50 km od Walencji. Podczas uczestnicy obrzucają się pomidorami. Bitwa na pomidory odbywa się w ostatnią środę sierpnia, stanowiąc główny punkt trwającej cały tydzień fiesty, która co roku przyciąga tysiące turystów z całego świata. Jak to się robi?

Przygotowania do bitwy zaczynają się na długo przed ostatnią środą sierpnia. Na plantacjach dojrzewają przeznaczone na bitwę pomidory. Używa się specjalnej ich odmiany o obniżonych walorach smakowych, która jest tańsza niż pomidory sprzedawane w hurtowniach. W przeddzień bitwy fronty kamienic na głównym rynku Buñol oraz budynki z sąsiednich ulic są zabezpieczane trwałymi plandekami przed zabrudzeniami elewacji i balkonów. W tym czasie ciężarowe samochody z przyczepami wypełnionymi pomidorami czekają gotowe do nadchodzącej bitwy.

Rozpoczęcie Tomatiny następuje około godziny 10. Aby mogło to nastąpić najpierw jeden ze śmiałków z tłumu musi wspiąć się na nasmarowany mydłem słup, na szczycie którego znajduje się hiszpańska szynka. W trakcie kolejnych prób, rozbawiony tłum śpiewa, tańczy i domaga się polewania siebie wodą przez strażaków oraz mieszkańców zgromadzonych na wyższych kondygnacjach budynków. Kiedy któremuś z ochotników uda się wspiąć po szynkę, armatni wystrzał daje znać do rozpoczęcia bitwy. Z ciężarówek pomidory są wyrzucane przez wcześniej wybranych chętnych wprost na uczestników bawiących się między uliczkami centrum. Bitwa polega na wzajemnym obrzucaniu się pomidorami, „każdy każdego”, organizatorzy zalecają uprzednie zmiażdżenie ich w dłoniach by uniknąć ewentualnych obrażeń. Wskazany jest luźny ubiór, który najprawdopodobniej nie będzie nadawał się do ponownego użytku oraz pełne i wiązane buty, które mocno trzymać będą się na nogach. W celach bezpieczeństwa zakazane jest wnoszenie przedmiotów mogących stwarzać zagrożenie, przede wszystkim szklanych opakowań. Zasadą jest także zakaz wzajemnego zrywania i rzucania koszulkami, jednak nie jest on przestrzegany i trzeba mieć na uwadze, że z bitwy często wraca się bez górnej części garderoby, dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Bitwa trwa godzinę i kończy się w podobny sposób jak zaczyna, to jest armatnim wystrzałem.

Po zakończeniu Tomatiny zaczynają się porządki. Uczestnicy korzystają z przygotowanych w tym celu publicznych pryszniców, często również z pomocy miejscowej ludności, która chętnie służy przyjezdnym wodą z ogrodowego węża. Ulicami zajmują się służby miejskie wspomagane przez strażaków, którzy spłukują hektolitry przecieru pomidorowego pozostałego po bitwie (wikipedia).

 

 

 

 

Wybrane dla Ciebie

O czym mówią mury? Osiem Bram Jerozolimy.

indonezja

Plaże w Indonezji. Ranking.