Tajlandia. Sappheiros czyli udane małżeństwo!

Tajlandia


Tajlandia. Dziś chcę Was zabrać do fabryki biżuterii. Miejsce niesamowite. Niesamowita biżuteria i klimat jakiego nie doświadczycie u żadnego jubilera w Europie.


Przyzwyczaiłam się już do (braku) komfortu podróżowania tuk – tukiem. Tajlandia, Bangkok, Phuket, wszystko jedno, ulice tak ruchliwe, że czuję się jak członek załogi pędzącej przed siebie szarańczy. Ruch lewostronny, przepisy kodeksu ruchu drogowego to czysta abstrakcja i tylko naprawdę odważni turyści decydują się na samodzielne prowadzenie jakiegokolwiek pojazdu w takich warunkach.
Nie zapomnę miny mojego Męża i głośnego…”kuuurwaaa rondo” (mój Mąż zazwyczaj nie klnie:), kiedy jechaliśmy skuterkiem po całkiem spokojnych ulicach Krabi. Ale mieliśmy też przygody podczas samodzielnej podróży po wspomnianym Phuket. Tak, chcieliśmy być tymi śmiałkami;) My, stara Yamaha, godziny szczytu, otaczające nas chmary skuterów, strome i kręte ulice i ten niesamowicie duszący smród spalin…Tajlandia nie zawsze zachwyca.

W Bangkoku grzecznie zdecydowaliśmy się na przewodnika, który swoim tuk-tukiem pokazał nam wszystko co każdy turysta widzieć powinien…a nawet więcej. Tuk – tukowe manewry przyprawiły mnie o mdłości  i ból paluszków, którymi kurczowo trzymałam się Męża i pojazdu aby nie wypaść. Ale o dziwo, dzięki umiejętnościom naszego kierowcy poruszaliśmy się sprawnie i zwinnie i po kilkunastu minutach zapomniałam o dyskomforcie. Dotarliśmy do jednej z fabryk biżuterii, na przedmieściach Bangkoku. Tajlandia słynie z takich miejsc. Na powitanie wychodzi do nas miły człowiek, który pokaże nam co i jak. Wchodzimy na halę, zwaną produkcyjną i co widzimy? Zamiast maszyn, masowej produkcji świecidełek, kilkanaście stanowisk, przy których w świetle małej lampki pracują ludzie. W gablotach pod ścianą piękne, różnorodne kamienie. Szafiry, turkusy, szmaragdy, opale. Wszystkie po obróbce trafiają do złotej i srebrnej biżuterii. Przy stołach, przypominających szkolne biurka, na których leżą prymitywne narzędzia siedzą, nie więcej niż dwudziestoparo latkowie, kilka starszych kobiet i mężczyzn. Wszystkiego pilnuje supervisor. Przez dłuższą chwilę przyglądam się pracy tych ludzi. Każdy szlif, każdy kamień, każdy detal. Wszystko robione jest ręcznie. Bardzo precyzyjna, mozolna praca, wykonywana w pochylonej pozycji, przy bardzo skąpym oświetleniu. I wiecie co? Ci ludzi są uśmiechnięci! Witają nas  i zapraszają do obejrzenia tego co robią. Nie przeszkadza im, kiedy robię zdjęcia. Sztuka. Tajlandia to w końcu kraj uśmiechniętych ludzi.

Z hali wychodzimy do pomieszczenia, które swoją wielkością przyprawia o zawrót głowy. I nie chodzi tylko o metraż ale o zawartość. Piękne wnętrze, nad którym kołysze się olbrzymi, kryształowy żyrandol zaprasza na zakupy. Jednakowo ubrane ekspedientki, bardzo kulturalnie i taktownie proponują pomoc w znalezieniu odpowiedniej biżuterii. Czuję się jak księżniczka. Przez parę chwil mam na sobie kilkanaście koli, łańcuszków, bransolet, pierścionków i kolczyków. Wszystko tak piękne, że decyzja jest naprawdę trudna. Srebro, białe, żółte i różowe złoto, w których umieszczono doskonałej jakości kamienie kuszą i niewątpliwie są warte swojej ceny. Ostatecznie decyduję się na pierścionek i bransoletkę, wykonane z białego złota, w których króluje niebiańsko błękitny szafir. Nazwa kamienia wywodzi się z łaciny, w którym sappheiros oznacza kolor niebieski. W starożytności wierzono, że ziemię otacza jeden gigantyczny, niebieski szafir. Nie przypadkowo decyduję się właśnie na ten kamień. Szafiry to święte kamienie prawdy i sprawiedliwości. Po dziś dzień dla buddystów szafir oznacza pokój, przyjaźń i stałość, dlatego uznawany jest za talizman małżeńskiego szczęścia:).

 

 

Wybrane dla Ciebie
Świątynia leżącego Buddy

Świątynia Leżącego Buddy – kolebką tajskiego masażu!

Bajtra

Bajtra. Maltański przysmak. Oryginalny przepis!