Shimoni. Dziedzictwo historii, przyrody i sztuki


 Wielu turystów traktuje Shimoni jako punkt wypadowy do oddalonego o kilka kilometrów Wasini. Szkoda bo małe miasteczko ma do zaoferowania wszystkiego po trochę; przyrody, historii i sztuki.


Shimoni

Lasy Shimoni, morski ekosystem oraz namorzynowe wybrzeże malują niezapomniane widoki stanowiąc dziedzictwo, o które się dba. Shimoni to wieś w większości muzułmańska. Wieczory tutaj są magiczne, przesycone zapachem goździków i szelestem rozmów. Małe, bardzo biedne kramy oferujące to co natura dała, a więc owoce, trzcinę cukrową, ryby, drób, roztaczają wokół siebie zapach jedzenia sporządzonego z tych składników.
Widać lokalną solidarność, przyjaźń i wspólnotę. Podziały wynikają z dobrobytu, tutaj nie ma co dzielić. Wielu mieszkańców Shimoni prowadzi własne biznesy, oparte na usługach turystycznych, są mili dla przyjezdnych i bardzo się starają. Wiedzą, że to co dała im natura jest nie tylko ich pożywieniem ale źródłem dochodu. W Kenii po raz pierwszy, odkąd podróżuję mam świadomość tego, że nikt nie chce mnie na nic naciągnąć, że nie muszę być czujna i ciągle gotwa do walki i targowania się o swoje. Nikt niczego i nikogo nie udaje. Piękny Baobab. Kolejne kenijskie dziedzictwo pod ścisłą ochroną. Potężny, stoi przy drodze. Ktoś napisał na nim po arabsku kilka słów. Co znaczą? Nie wiem. Szalone matatu, lokalny transport. Nasze przepełnione busy to betka. Kury, bagaże, ludzie pod sam sufit. Neonowe kolory i świetna afrykańska muza wewnątrz. Wieczorami wyglądają jak z groźnej dzielnicy Nowego Jorku. Turystów nie zabierają. Zresztą nawet nie ma takich odważnych. Rękodzieło w Kenii to faktycznnie rękodzieło. Przywiozłam kilka masek, parkę Masajów. Widziałam jak były wykonywane, czekałam na efekt pracy. W Shimonii polecam sklep Shikoo, który znajduje się przy głównej drodze, oferują doskonałe jakości kikois, obrazy, torby, sukienki i piękne kolorowe chusty.

Shimoni, jak  i cała Kenia boryka się z problemem braku wody pitnej, elektryczności. Tym bardziej cieszy fakt powstania jedynej kawiarenki internetowej. Bum-Bum powstała w 2012 roku i nadal z powodzeniem ciągnie internet do czterech komputerów, oferuje także dostęp do kamery internetowej. To naprawdę dużo, zważywszy na panujące tu warunki.

Niewątpliwie główną atrakcą tego miejsca jest jaskinia. Począwszy od 1750 roku, Shimoni, wraz z Malindi, Mombasą były dla wybrzeża Afryki Wschodniej punktami handlu niewolnikami, który dotarł z Afryki na Bliski Wschód. Więzienia były zlokalizowane w naturalnych jaskiniach, które do dziś istnieją w Shimoni. Obecnie turyści mają dostęp do nich podczas wycieczki z przewodnikiem organizowanych przez członków Komitetu Cave Slave Shimoni. Na mnie podczas zwiedzania największe wrażenie robią pozostałości kajdan, duże, grube, metalowe łańcuchy wystające ze ścian. Sama w sobie jaskinia jest piękna, przymomina mi te z Tajlandii będące miejscem modlitwy i skupienia tamtejszych mnichów http://blogopodrozach.pl/wat-tham-seua-w-jaskini-tygrysa/. Tutaj jednak w powietrzu czuć chłód i cierpienie.

W 1857 roku parlament brytyjski uchwalił międzynarodowy zakaz handlu niewolnikami. W 1870 roku, udało się przekonać Barghash ibn Said, sułtana Zanzibaru, aby potwierdził zakaz. Ten edykt zakończył handel niewolników do i od Zanzibaru, skutecznie odcinając znaczenie Shimoni w całym procederze. Dziś pierwsze więzienia kolonialnej Kenii, zostały przekształcone w lokalny sklep, gdzie można posłuchać afrykańskiej muzyki na żywo. Z czasem Shimoni rozwinęła się z sennej wiosce rybackiej w główny port odprawy dla statków handlowych przybywających z Zatoki Perskiej, wyspy Zanzibar i Dar es Salaam.

 

 

 

Wybrane dla Ciebie

Wasini. Kontrasty. Część 2

Shimba Hills

Shimba Hills. Mój pierwszy film i deszczowe żyrafy :)