Safari w Tsavo. Marzenia sie spełniają!


Park Narodowy Tsavo. Zajmuje 4% powierzchni całej Kenii. Jeden z większych na świecie. Miejsce narodzin legendy o lwach ludojadach.


Czeka na mnie Park Narodowy Tsavo. Dziś wstajemy skoro świt. Ja, śpioch budzę się pierwsza bo doczekać się nie mogę. Wszystko spakowane. Baterie do aparatu naładowane. Schodzimy na śniadanie i po travel boxy. Oj, travel box okazuje się porażką. Cały pojemnik wypełnia mała woda, jajo i kiełbaska. W kąt wciśnięte ciasteczko. Taki oto ekwipunek oferował 5-cio gwiazdkowy hotel, ale o hotelach w Kenii innym razem. Zbieramy co zostało ze śniadania bo przed nami długa droga. Jesteśmy w Diani Beach. Stąd do Mombasy przeprawa promem, potem do Parku Narodowego Tsavo. Generalnie kierowca zapewni wam tylko wodę, dużo wody. Kurz, wertepy, stanie w korku w oczekiwaniu na prom w obie strony, fatalne drogi i zwariowani kierowcy. To minusy podróży. Cały ten dyskomfort i zmęczenie mija po przekroczeniu bram parku Tsavo. Po drodze próbuję robić zdjecia, to jedyna możliwość. Mijamy wioski, pola uprawne, na których pracują głównie kobiety. Na poboczach w błocie, kałużach bawią się dzieci. Po drogach pelentają się wychudzone kozy i krowy. Czasem zdarzy się ktoś na rowerze. Czasem ktoś pomacha przyjaźnie, częściej rzuci obelgą. Fantastycznie wygląda pole trzciny cukrowej po deszczu. Jedziemy raz w słońce, raz w deszcz czego efektem jest tęcza. Po drodze postój  i lunch w sklepo-restauracji. Duża hala, w kącie kilka stolików, jedzenie przygotowane z miejscowych batatów, kurczaków, warzyw. Jest bulion. Można kupić wino, wodę. Wokół pamiątki, drewniane figurki Masajów, zwierząt, lampiony, biżuteria. Sprzedawca zapewnia, że wszystko handmade. Nieprawda.

Około godziny 13 stajemy przed Buchama Gate. Park Narodowy Tsavo. Trochę przeraża widok fragmentów szkieletów, czaszki zwierząt, które ułożone wokół tablicy informacyjnej udają ozdobę.  Początek naszej wyprawy to Tsavo East. Krajobraz tutaj znacząco różni się od Tsavo West. Jest bardziej sucho, dominują wielkie przestrzenie, co sprzyja wypatrywaniu zwierząt. Tu spędzimy dzień pierwszy i połowę dnia następnego zmierzając do Tsavo West. Płacimy za wstęp. Około 75 usd za osobę i już ! Jesteśmy! Przed nami piękna, rozległa sawanna, pod kołami jeepa czerwono-brunatna ziemia. To znak charakterystyczny parku. Rozłożyste akacje, szare, zielone, srebrzyste krzewy, mnóstwo termitierów i spokój. Mózg wariuje od ferii zapachów, kolorów i ciszy, od której tak bardzo się odzwyczaił przez ostatnie parę godzin. Otwieramy dach, wyciągam aparat. Wieje wiatr. Kapelusz okazuje się niezbędny. Pierwszy widok to sępy. Akurat mają lunch. Rozebrana na części ofiara, smród, wielkie ptaszyska. Robią wrażenie! http://blogopodrozach.pl/sepy-pozyteczne-scierwozdjady/. Kilka minut później na drodze pojawiają się kolejne ptaki. To strusie. Są piękne. Tego dnia widzimy jeszcze antylopy (kilka gatunków), zebry, guźce (miejscowi mówią na nie Kenia express:) i lwy. Kiedy dojeżdżamy do dwóch zbiorników wody naszym oczom ukazuje się lwica z małymi i kilka innych lwic spacerujących wokół wodopoju. Kilka metrów dalej stoi stado zebr. Strzygą uszami, ani drgną, czekają aż znudzone lwice sobie pójdą i będą mogły się napić. Kierowca opowiada nam historię o lwach ludojadach; kiedy pod koniec XIX wieku rejon parku Tsavo przeciała kolej łącząca Mombasę z Nairobi zdarzyła się rzecz straszna. Stado lwów napadło na pracujących przy budowie robotników. Na kanwie tej historii powstał film Duch i Mrok.

Park Narodowy Tsavo

Park Narodowy Tsavo

Zaczyna padać ciepły deszcz, słońce powoli chyli się ku zachodowi. Teraz niebo i ziemia w Parku Narodowych Tsavo mieni się odcieniami błękitu, czerwieni, pomarańczy. Mam wrażenie, że ktoś położył filtr na świat, że przerobił na HDR. Powoli jedziemy w stronę naszego hotelu. Śpimy w Lion Hill Longe czyli na lwim wzgórzu. Wracając widzimy stado słoni. Ich czerwona skóra jest zagadką dla turystów. Ja już wiem dlaczego słonie w Kenii są czerwone http://blogopodrozach.pl/dlaczego-w-kenii-slonie-sa-czerwone/. Pierwszy dzień w Parku Narodowych Tsavo. Jestem zmęczona ale szczęśliwa. Na kolację pyszności, do tego wino. Nasz balkon wychodzi na rozległą panoramę parku. W powietrzu pachnie deszczem i rozgrzaną ziemią. Słychać odgłosy zwierząt. Kiedy spoglądam w dół widzę wodopój, przy nim antylopy, zebry. Przez lornetkę dostrzegam żyrafy. Pokój jest czysty, duże łóżko, moskitiera (choć komarów jest bardzo mało), łazienka. Polecam to miejsce. Jutro wrażeń dzień drugi. Marzeniem moim jest zobaczyć czarnego nosorożca. Na terenie parku Tsavo żyje około 70 sztuk gatunku. Stanowi to 10% jego populacji w całej Kenii. Nosorożce podobno są nieśmiałe i żeby je zobaczyć trzeba mieć duuużo szczęścia.

Tsavo West

Park Narodowy Tsavo

Jeśli nie czytaliście jeszcze jak przygotować się na safari i w ogóle na wyjazd do Kenii zapraszam tu: http://blogopodrozach.pl/kenia-bez-tajemnic-praktycznie-czesc-1/  i tu: http://blogopodrozach.pl/safari-kenia-bez-tajemnic-czesc-2/

Wybrane dla Ciebie
Malta

Malta. Przewodnik bardzo subiektywny.

Leczon, rum i karaoke. Jak się bawią Filipińczycy?