Prawo po Twojej stronie. Jak reklamować posiłek?


Do napisania tego posta zbierałam się długo, bo i długo miałam nadzieję, że coś się w polskich restauracjach zmieni. No i miarka się przebrała. Bo ileż można płacić za brak profesjonalizmu i jeszcze trzymać buzię na kłódkę?


Czy potrawy, brak kompetencji obsługi oraz napoje serwowane w lokalach gastronomicznych można reklamować? Dziś o tym jak reklamować posiłek?
Przykładów mogę wymienić sporo. Taki last minute. Karczma w drodze do Zakopanego. Wracamy późną nocą, otwarte. Zamawiamy, Mąż pierogi ruskie, ja szaleję  i biorę cielęcinę z kurkami. Pierogi rozpływają się nie w ustach ale na talerzu. Farsz, pomieszane z wodą ziemniaki, wszystko, super zalane olejem z gotowanym boczkiem ( skwarki?!). Jem moją cielęcinę i jakoś mi dziwnie (nie) smakuje. Postanawiam zgłosić sprawę kelnerce. Ta grzecznie oddaje danie do kuchni i co słyszę – to jest proszę pani cielęcina w białym winie marynowana (w menu się tym nie pochwalili?!). Nic, że kolor ma szary, twarda jest i gumowa, wieprzowinę przypomina w smaku. Lubię mięso, potrafię je smacznie przyrządzić i trafiła kosa na kamień, wygrałam, danie zostało zwrócone. Pizzeria w galerii handlowej. Sałatki mają pyszne, szczególnie tą z serem pleśniowym, gruszką i orzechami. Tylko dlaczego, do cholery, ja mam zawsze więcej łup niż orzechów?! Albo, restauracja serwująca generalnie pyszne dania, z tą małą wadą, że potrawy mają bogaty skład tylko w menu. Na talerzu próżno ich szukać. Szparagi białe w beszamelu z piekarnika wyjeżdżają twarde, w beszamelu wodnistym. My tak podajemy proszę pani – słyszę. Bez komentarza. Przypomina mi się historia z przed paru lat, kiedy zatrułam się mielonym mięsem, zakupionym w dużym, znanym hipermarkecie. Pięć dni w szpitalu tak mnie wykończyło, że na dochodzenie swoich praw nie miałam już siły, a może wówczas, również mniejszą świadomość przysługujących mi praw. Wyjście do restauracji, jedzenie w drodze, zaczyna kojarzyć mi się z nerwówką za, którą jeszcze trzeba płacić. No to może nie tylko mnie się przyda co pod spodem.

Co, więc z możliwością zwrotu posiłku w restauracji? Mamy do tego prawo? I najważniejsze, jak to zrobić, żeby nie wyjść na buraka, nie stracić pół dnia, kłócąc się z kelnerem/kucharzem/managerem i odzyskać pieniądze. Co może być podstawą reklamacji? Czy brudny obrus, za dużo ości w rybie, przypalony schabowy, za słona zupa są tak samo ważne, jak danie kompletnie niezgodne z tym co w menu (także na zdjęciu)?

Niewiele osób wie, że równie nieuczciwym zagraniem jest zawyżanie, rachunku przez dodanie kosztów związanych z obsługą kelnerską bez poinformowania o tym klienta. Również zbyt długi czas oczekiwania na posiłek (powyżej 15-20 min) oraz dostarczenie zimnego posiłku jest podstawą do reklamacji.

Nieścisłości należy zgłaszać od razu i przed przystąpieniem do konsumpcji reklamowanego posiłku. Jeśli restauracja nie jest w stanie poprawić swoich błędów natychmiast, spisujemy zażalenie i zostawiamy do rozpatrzenia. Każdy lokal gastronomiczny od przydrożnego baru po ekskluzywną restaurację, podlega prawu konsumenckiemu i na rozpatrzenie naszej reklamacji ma dwa tygodnie. Składając reklamację, powołujemy się na ustawę, regulującą kwestie odstąpienia od umowy w przypadku niezgodności towaru z zamówieniem. Domagamy się zwrotu pieniędzy na usługę. Dodatkowo w razie poważnych konsekwencji, takich jak zatrucie pokarmowe, pobyt w szpitalu, leczenie, zwrotu całościowych kosztów leczenia i odszkodowanie.

Przeprowadzone w 2011 r. (nawet nie chcę myśleć, jak wyglądają na rok 2015) przez Inspekcję Handlową badanie wykazało, że na 424 sprawdzane lokale aż w 80% z nich wykryto nieprawidłowości! Zamiast droższego dorsza serwowano tańszego czarniaka, soki zastępowano napojami lub nektarami, rachunki zawyżano. Inspektorzy najczęściej kwestionowali zaniżanie masy potraw, esencji kawy i alkoholu w drinkach – należność została jednak pobrana tak, jakby potrawa była zgodna z deklaracją wskazaną w menu. W badaniu najlepiej wypadły bary mleczne i fast foody (źródło: internet).

Zatem jak reklamować posiłek? W spornych kwestiach, pomocą służą klientom organizacje konsumenckie, UOKiK (urząd ochrony konkurencji i konsumentów) oraz Sanepid. W przypadku zatrucia pokarmowego należy niezwłocznie zasięgnąć pomocy medycznej i zgłosić sprawę do Sanepidu. Punkty gastronomiczne mają obowiązek przechowywania przez 48 godzin próbek serwowanych potraw. Na tej podstawie Sanepid jest w stanie dowieść, że zatrucie wystąpiło na skutek błędów popełnionych przez kucharza. Federacja konsumencka udzieli nam porad prawnych (bez opłaty) i da wskazówki jak postępować z opornym właścicielem lokalu. Przy Inspekcji Handlowej działają Sądy Polubowne, które pomogą nam rozstrzygnąć spór. To także tańsze rozwiązanie niż proces cywilny i Sąd Konsumencki. Sąd Polubowny załatwi sprawę, której wartość sporu nie przekracza 10 tys. złotych.

Zgodnie z ustawą z dnia 11 maja 2001 r. o warunkach zdrowotnych żywności i żywienia, za wprowadzanie do obrotu towarów spożywczych o niewłaściwej jakości zdrowotnej lub zepsute podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2 (art. 49 pkt 1). Jeżeli sprawca (producent, sklep czy lokal gastronomiczny) działa nieumyślnie, podlegać będzie grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Grzywną można też ukarać w przypadku wykorzystywania do produkcji żywności artykułów przeterminowanych.

Jak widać prawo stoi po naszej stronie i czasy, kiedy pokornie zjadaliśmy to, co nam pod nos podano minęły. Obserwuję ludzi, rozmawiam z nimi i mam wrażenie, że coraz więcej osób ma odwagę domagać się swego. To dobrze. To nasz czas, nasze pieniądze i nasze zdrowie. Smutne tylko, że w Polsce tak często sprawdza się następujący schemat: nowa restauracja = dobra restauracja, do momentu kiedy zjedna sobie klientów. Pół roku później ta sama restauracja to porażka ale klienci dalej ci sami.

Wybrane dla Ciebie
Kwiaty jadalne

Kwiaty jadalne. Na zdrowie!

pura tanah lot

Pura Tanah Lot. Ziemia pośrodku morza