Mactan. Co oprócz plaż i podwodnego świata?


Mactan. Wśród kolorowych rybek, zapachu drewna, ręcznie wyrabianych gitar i smaku smażonych bananów można zapomnieć o bożym świecie. Dziś Lapu-Lapu i bardzo kolorowy market.


Mactan. Lapu – Lapu, główne miasteczko koralowej wyspy należącej do prowincji filipińskiego Cebu, kryje w sobie zaskakująco wiele miejsc. Mactan słynie z pięknych plaż, bazy wypadowej dla nurków i bogatych hoteli. My znaleźliśmy tu również fabrykę gitar Alegre http://blogopodrozach.pl/w-fabryce-gitar-alegre/. Tak, to tutaj powstają światowej klasy instrumenty! Zwiedziliśmy wyspę jak długa i szeroka, poznaliśmy dzieje Ferdynanda Magellana i odwiedziliśmy wspaniały, smakowity targ, bawiliśmy się do rana w miejscowych dyskotekach. I tak na 62 kilometrach kwadratowych Mactan mieści wszystko co turyście do szczęścia potrzebne. Ten wpis będzie o targu, bo jeśli ktoś kocha podróże to zapewne kocha związane z nimi doznania kulinarne. To właśnie w takich miejscach można poczuć prawdziwy klimat, poznać tubylców, skosztować czegoś, co zostaje w pamięci, co łączy z Filipinami przez kubki smakowe. Mam w pamięci dużo takich targów, choćby Indonezja, Gili. Niesamowite miejsce. Dla mnie po dziś miejsce mocno kontrastowe, także w kulinarnych doznaniach http://blogopodrozach.pl/gili-trawangan-targ-nocny/. Wracając do Filipin. Smak smażonych na głębokim tłuszczu bananów, smród ryb i owoców morza, uśmiech i uprzejmość sprzedawców. Nikt tutaj nie oferuje swoich produktów w natarczywy sposób. Spaceruję, robię zdjęcia, czasem czegoś skosztuję, coś kupię. Ogromna dwupoziomowa hala, w niej wszystko co potrzeba, przyprawy, ryż, warzywa, owoce, mięso, ryby, a dalej ubrania, pasmanteria, krawiectwo, chemia, artykuły gospodarcze. Wszystko w mini pojemnościach, persil i vizir w saszetkach, malutkie pasty do zębów, pieluchy na sztuki. Wszystko co sypkie w wielkich lnianych workach, odręcznie odmierzane, ważone od serca. Fish section. Głupie uczucie, widzieć te kolorowe rybki nieżywe. Wczoraj widziałam je pod wodą…małże, kraby. Wszystko niesamowicie mieni się śliską, wilgotną tęczą. Zaopatrują się tutaj chyba wszyscy mieszkańcy Mactan, z hotelami łącznie. Fascynuje mnie jak chętnie Filipińczycy pozują do zdjęć. I uśmiech. Sposób na ciężkie życie…Rozśmiesza mnie napis na kartoniku z ceną ryżu…Angry Birds 🙂

 

Wybrane dla Ciebie

Viñales. Miasteczko utkane z mgły.

Plaza Vieja. Co tu robi kogut i jak pić piwo na metry?

DO GÓRY