Kuchnia kenijska. Czary z niczego? Przepis na Mandazi

kuchnia kenijska


Ubogie  i mało zróżnicowane plony, mało komfortowe warunki pogodowe generalnie nie sprzyjają kulinarnym szaleństwom. Czy na pewno? Kuchnia kenijska. Zapraszam.


Kiedy podróżujemy po Kenii mam okazję zobaczyć jak żyją ludzie. Wielu z nich, na skaraju ubóstwa, z prowizorycznym dachem nad głową, biorą to co daje natura i z tego próbują wyczarować jedzenie. Trudne to czary. Przyznam, że z rezerwą i obawami siadałam do stołu zastawionego lokalnymi potrawami. Kuchnia kenijska budziła we mnie lęk ale i niesamowitą ciekawość. Pomimo szczepień (zobacz jak się przygotować na wyprawę do Kenii: http://blogopodrozach.pl/kenia-bez-tajemnic-praktycznie-czesc-1/), które odbyłam przed przyjazdem do Afryki, kiedy człowiek spojrzy na warunki, w których żyją afrykańskie plemiona podświadomie włącza guzik z napisem ostrożnie. Brak bieżącej wody, prądu, tragiczne warunki sanitarne i niestety choroby skóry, które widać na każdym kroku nie zachęcają do przygody w rytmie slow kitchen. Zresztą o kuchni jako pomieszczeniu nawet nie ma mowy. Albo taki system, połącząnych ze sobą rynien, służący do “łapania” deszczówki, która potem służy do mycia i gotowania. W Kenii zazwyczaj jest upalnie i bardzo sucho. Deszcz jeśli, to w nadmiarze. Zresztą w takich warunkach to więcej niż katastrofa. Dzieci kąpiące się dosłownie w kałużach i błocie, często przy głównej, bardzo ruchliwej i śmierdzącej spalinami drodze. Do tego wśród nich zwierzęta, najczęściej kozy, drób i psy. Niektórzy mogą sobie pozwolić na posiadanie bydła, osiołka lub wielbłąda. Większość zajmuje sie rybołówstwem. Kiedy opowiadam jednej z naszych przewodniczek, że mam psa i pokazuję filmik, na którym go czeszę, patrzy na mnie jak na kosmitkę. Totalnie inny świat. Zatem co oferuje kenijska kuchnia?  Herbata, kawa sizal, tytoń, piretrum, z roślin żywieniowych — kukurydza, pszenica, proso i sorgo, ziemniaki, bataty, maniok, trzcina cukrowa, fasola; to główne produkty. Poza tym owoce; banany, pomarańcze, mango, palmy kokosowe, mandarynki, cytryny, grejpfruty. Do tego orzechy, daktyle, migdały, ananasy. Zazdroszczę, bo moje drzewko pomarańczowe najwyraźniej postanowiło odmówić dalszej współpracy :(.

Tak na marginesie; niesamowitym kontrastem dla ubogich straganików z jedzeniem, były targi, na których można było kupić/dostać ubrania. Stosy białych worków wypełnionych ciuchami zagranicznych marek. Tłumy ludzi, z których każdy wyszperał coś dla siebie. To co było dobre, co pasowało. Buty, torebki, bilelizna. Jest też chemia. Persil w saszetkach, pampersy, mydło i papier toaletowy. Znika w sekundę. Kto pierwszy ten lepszy. Widziałam płynące promem tłumy, kolorowe, ubrane po europejsku, nieraz groteskowo nie pasujące do reszty. Pan w świecącym, srebrnym garniturze, kobieta w futrze, w sukni wieczorowej i klapkach. Ale jakaś taka duma jest w tych ludziach i wrogość do nas, białych przybyszy, gapiących się przez szyby turystycznych busików, strzelających fotki z ukrycia. Wyjść? Nie polecam. Na ulicach kenijskich miast nie ma białych turystów. Mieliśmy okazję pójść na targ w Ukunda ale nie zaryzykowaliśmy, nawet z przewodnikiem. Lokalsi pojawiają się wieczorami, handlują wszystkim co mają, wspólnie jedzą i siedząc na czym kto może, rozmawiają. Czasem słychać muzykę. Tak, aromatyczna, wielka, polowa, kuchnia kenijska. A ja sobie myślę, że ten kraj to znowu kontrasty. Bo na przykład dla głodnych wrażeń, typowo turystyczny, acz piękny przybytek. Restauracja w jaskini http://www.alibarbours.co/ Polecam!

Większość zdjęć robię z busa, to jedyny moment kiedy mogę sfotografować codzienne życie mieszczkańców Kenii. Głupio mi kiedy spotykam się z karcącym wzrokiem, niechęcią, wielu ucieka, zakrywa twarz, rzuca obelgami za odjeżdżającym samochodem. Mnóstwo pięknych kadrów zostaje w głowie…czasem po prostu nie mam odwagi. Bo kto chciałby aby fotografowano jego nędzę…? Podczas naszych wycieczek próbuję kilku potraw. Rozmawiam z ludźmi, zapisuję przepisy i sposób przygotowania. Kobieta, z którą rozmawiam nie kryje radości z mojego zainteresowania. Po kolei opowiada co i z czego przyrządza dla swojej rodziny. Kuchnia kenijska. Codziennie to samo. Ale świeże, zebrane/złowione, bez konserwantów. Patrzę na nią i jej dzieci. Zadbane włosy, skóra i piękne białe zęby, zresztą tutaj to normalne! Kolejne kontrasty. O tym jak Kenijki o siebie dbają też napiszę. Będzie jeszcze trochę o kuchni kenijskiej w następnych postach. Jestem pod jej ogromnym wrażeniem. No i jest naprawdę pyszna! Poniżej przepis na Mandazi, słodziutkie, kenijskie pączki z mleka kokosowego:

SKŁADNIKI

  • 2 łyżeczki suszonych drożdży
  • 2 łyżki cukru
  • 1/2 szklanki mleka kokosowego
  • 1,3 szklanki mąki
  • sól
  • olej do głębokiego smażenia

JAK ZROBIĆ?

Wymieszaj drożdże z łyżką cukru i odrobiną ciepłej wody. Odstaw na 15 minut. Wymieszaj mąkę z solą i resztą cukru, dodaj drożdże i tyle mleka kokosowego, aby powstało dość twarde ciasto. Zagnieć i odstaw na 45 minut. Rozwałkuj na grubość 0,5 cm i wycinaj trójkąciki o bokach 3-4 cm. Ułóż na pergaminie, aby jeszcze wyrosły na 15 minut. Usmaż w głębokim oleju. W wersji ekskluzywnej można dodać cynamon, kardamon lub imbir i po usmażeniu posypać cukrem pudrem. Smacznego:)

Wybrane dla Ciebie
Smażone pająki

Jadalne owady. 10 pozycji ciężkich do przełknięcia

Etno Inspiracje