Vinales. Ciepły biszkopt i prawdziwe awokado

Vinales. Dziś schodzimy do doliny 🙂

Ze wzgórza, z którego roztacza się widok na całą dolinę Vinales, ( http://blogopodrozach.pl/vinales-miasteczko-utkane-mgly/) do miasteczka jest kilka minut drogi. Schodzimy szybko, bo z górki. Po drodze mijamy domki, podwórka, na których oprócz rozbawionych i ubrudzonych błotem dzieci, stałymi bywalcami są prosiaczki, kozy, konie, psy. Mijają nas wózki, do których zapięte konie mkną pod górę, poganiane batem. Są tak chude, że mam wrażenie, ze lada chwila upadną.

Vinales

Moją uwagę zwracają uginające się pod ciężarem owoców drzewa. Wiecie, że po raz pierwszy tu w Vinales dowiaduję się jak wygląda i smakuje prawdziwe awokado! Nie jest to owoc, jaki znam z Polski. Ma wielkość strusiego jaja, jest pięknie zielony, miękki. Kiedy nacinam bok nożykiem i lekko okręcam, pestka sama wypada. W środku, gładki, jasnozielony, genialnie orzechowy miąższ. Pycha! Połówka awokado wystarczy mi za całe śniadanie. Te, które znam z kraju, małe, twarde, nieraz nakrapiane czarnymi plamkami zostają daleko w tyle. Miejscowi chyba zdają sobie sprawę z tego jaki rarytas sprzedają, bo dla turysty jedna sztuka to 1 euro. Jak na Kubę to sporo.

Vinales

Vinales

Dolina jest bardzo zielona. Roztaczające się widoki, wzgórza, doliny, soczysta zieleń i słońce sprawiają, że spacer pomimo wszechobecnego pod stopami błota jest przyjemny. Dochodzimy do głównej ulicy miasteczka. Tu na skrzyżowaniu, panuje duży ruch i adekwatny do tego smród spalin. Robi się trochę mniej przyjemnie. W lewo można dotrzeć do szkoły, skąd dobiegają głosy dzieciaków. Całe życie mieszkańców Vinales toczy się tu, na skrzyżowaniu. Siedzą, jedzą, rozmawiają, załatwiają interesy.

Vinales

Vinales

Prosto, po obu stronach drogi znajdują się casy, sklepiki i małe okienko, które mnie z miejsca intryguje. W okienku pani sprzedaje ciasto, a drzwi obok ciasto to jest pieczone. Zaglądam do środka, robię zdjęcia, mąż wyjmuje kamerkę. Dwóch piekarzy dumnie kręci się przy maszynach, zapraszają do środka. Ciasto smakuje jak biszkopt, jest jeszcze ciepłe i krojone na małe kwadraty, rozchodzi się wśród lokalnych i turystów szybciutko. Na przeciw jest piekarnia. W głowie się kręci od zapachu pieczonego pieczywa.

Vinales

To, że Kuba jest krainą samochodów wiadomo i tu w Vinales również jest ich sporo. Widać, że właściciele o nie dbają. Co parę domów, na podwórzu stoi takie cudo a pod nim leży facet, który o to cudo dba 😉 W Vinales jest również targ, gdzie kupić można pamiątki w postaci wachlarzy, magnesów papierośnic, breloków, kapeluszy i innych drobiazgów. Mnie nie zachwycają, nie mają duszy. Taka masówka i wcale nie tania. Idziemy jeszcze trochę w głąb miasteczka ale w pewnym momencie droga się kończy. Dalej jest już duże błoto i las. Wracamy na nasze wzgórze, popływać w basenie i wypić zasłużone drinki 🙂

Vinales

Vinales

Vinales

Vinales

Vinales

Wybrane dla Ciebie

Floridita. Zapach historii i rumu

W fabryce gitar Alegre