Kenia. Pastelowy spacer…


Kenia zostawia w człowieku mnóstwo sprzecznych emocji. Działa jak magnes, zaczaruje zmysły od pierwszych chwil, wciąga w piękny ale niebezpieczny świat. Pastelowy spacer.


To był pierwszy wieczór, pierwszy spacer po kilkugodzinnym oczekiwaniu na prom, przeprawie, po pierwszym kontakcie z kenijskim środowiskiem, po pierwszym szoku spowodowanym biedą, chaosem i poczuciem totalnego wyobcowania na dosłownie i w przenośni czarnej ziemi.

Tamtego wieczora w powietrzu czuć było zapach deszczu, dziwnej mieszanki zapachów roślin, wodnego ptactwa i nagrzanego za dnia piasku. Kilkunastominutowa trasa wzdłuż wybrzeża zaprowadziła nas tam, gdzie podobno kończy się bezpieczny azyl dla hotelowych spacerowiczów. Umowna granica, przed przekroczeniem której ostrzegł nas spotkany na plaży Masaj.

Ale jak na coś co miało być miejscem podziału, bo po przekroczeniu wąskiego koryta wody nie jesteś już chronionym, białym turystą, miejsce to było po prostu piękne. Dzień zmierzał ku końcowi,na niebie robiło się coraz bardziej pastelowo, z piaskowych norek powyłaziły zwinne kraby. Śmieszne albatrosy dreptały niespokojnie w miejscu, jak zmarznięty człowiek oczekujący na autobus. Wydrążona łupina kokosa sprawiała wrażenie porzuconej w biegu. Na horyzoncie bielił się mały żagiel. Wydawało mi się, że jest zbyt daleko by zdążyć do domu przed nocą.

Wąskie koryto prowadziło do otwartego akwenu, wzdłuż czegoś, w rodzaju wydm, porośniętych wszystkim odcieniami zieleni. Kołyszące się na wietrze palmy, majestatyczne baobaby, przez konary których przedzierały się ostatnie promienie słońca. Gdzieś pośród, ledwo widoczna snuła się w górę wąska dróżka, która po tym co usłyszałam od Masaja stawała się dla mnie jeszcze bardziej intrygująca. Ciszę i napięcie przerywały stacjonujące na wodzie, podrywające się co jakiś czas do lotu, sporych rozmiarów ptaki. Przy pięknych baobabach siedziała grupa ludzi. W cieniu ich koron stały dwie chaty, z których wydobywał się zapach czegoś słodkiego…

 

 

Ps. Nigdy później idąc w tamtą stronę nie doznałam już klimatu tamtego wieczora. “Granicę” przekroczyliśmy…

 

 

 

Wybrane dla Ciebie

Singapore Botanic Garden. Zaczarowany świat Orchidei.

Jeżowce. Smak morza w pigułce?