Jeżowce. Smak morza w pigułce?

Jeżowce


Czytałam kiedyś w Newsweek’u artykuł Pani Gessler. Artykuł – obietnicę kulinarnej, egzotycznej rozkoszy…


Fenomenem pewnych miejsc na świecie jest ich monotonia zawarta w powtarzalności czynności dnia codziennego mieszkańców tego skrawka ziemi. Jak człowiek wpadnie do takiej czasoprzestrzeni to mówi się, że ma wakacje i odpoczywa. Paradoksalnie to co dla tubylców ciężką orką na ugorze, nam jawi się relaksem, nic nie robieniem i zachwytem wyrażanym nad każdym byle czym, byle tylko nadać temu czasowi ważności wspomnień, chwil ulotnych.

I tak, enty dzień z kolei przyglądam się temu krajobrazowi, poniekąd pięknemu, bo jest ocean, biały piasek jak mąka i słońce i palmy i nie ma za bardzo co jeść ale co tam. Filipiny.

Kręcę się koło tej kobiety już trochę z tym swoim odstraszająco wielkim obiektywem, nie spieszy mi się bo wiem, że będzie tu jutro i pojutrze. Obserwuję jej pracę i choć codziennie robi to samo, z każdym dniem dostrzegam więcej. Dziś na przykład dowiaduję się, że ma córkę/syna…no ladyboy’a po prostu i to nic dziwnego i jest z niego dumna. Ladyboy ma kolegów i koleżanki i już mam szatański plan aby nakłonić ich na małą sesję. Ale na to też mam czas.

Na głowie ma genialne okularki, do nurkowania. Codziennie tą samą, czerwoną koszulkę, wiaderko, misę, kosz, łyżkę, ostry nóż i uśmiech na twarzy. Zawsze co do pół metra siedzi w tym samym miejscu, przy wejściu na plażę. Podchodzę, zagaduję. Pyta czy wiem co ma w koszyku i czy chcę spróbować (?!). Jeżowce. Kilkadziesiąt kolczastych kulek, w różnych rozmiarach i kolorach, niektóre z nich rozcięte na pół, leżą w koszyku i misce. Kobieta bierze  te rozcięte i łyżką wyjmuje z nich galaretowatą, ciągnącą się, żółto-brunatną, pachnącą ni morzem ni jajem substancję. Z każdej kulki mniej więcej łyżka. Wszystko, ostrożnie aby nie uronić ani kropelki wędruje do słoiczka. Kobieta mówi, że substancja jest bardzo pożywna, jej rodzina je ją na surowo lub dodaje do deseru. Pyta czy mam faceta, bo to bardzo silny afrodyzjak i lek na problemy z męskim korzeniem. Próbuje mnie rozbawić i pokazuje jeżowcowe zęby. Pięć małych ale ostrych kiełków, znajdujących się na spodniej stronie jeżowca ułożonych w dziwny grymas powodują, że robi mi się żal zwierzątka. Jeżowce nie mają mózgu – mówi kobieta…

Jeżowce

Jeżowce

Przypomina mi się wspomniany artykuł i doznania Magdy Gessler w temacie jeżowców (tudzież, jak pisała kolczastych brunetów;).  Pisze, przełamałam się jednak i przełknęłam łyżeczkę trzęsącej się galaretki, czyli jeżowcowej ikry. Na szczęście, bo smak nie ma sobie równych. Jedna łyżeczka tego specjału to jakby koncentrat z dziesięciu homarów, dwóch płatów anchois i głowy jednej krewetki, doprawiony cudownym, morskim aromatem. To najlepsze smaki morza w małej pigułce, w dodatku pigułce o niezwykle delikatnej konsystencji, przypominającej nieco móżdżek. Bardzo egzotyczne doznanie.

Kwieciście napisane bo i pewnie spożyte w znakomitej restauracji po znakomitej obróbce. Nie to co moje glutowate jeżowce, tyle co złowione, jedzone lekko przyrdzewiałą łyżeczką, prosto ze słoika, na plaży na Filipinach…bezcenne 😉

Jeżowce

 

Wybrane dla Ciebie

Kenia. Pastelowy spacer…