Jambo Kenia!


O podróży do Kenii marzyłam dosłownie od dziecka. Pierwsze, kolorowe książki o zwierzętach, podarowane przez dziadka, pierwsze przyrodnicze filmy, w które wpatrywałam się z szeroko otwarymi oczyma, śledząc każdy ruch na ekranie, każdy szczegół.


Kiedy przed kamerami Toni Halik i Elżbieta Dzikowska opowiadali o swoich podróżach wszystko wokół przestawało istnieć. Świat dzikich zwierząt, dalekich lądów i jakże obcej nam kultury, na tamten czas wydawał się nieosiągalny.7.11.2015 roku, wciaż nie wierząc, że dzieję sie to naprawdę lądujemy w Mombasie. Ponad 10 godzin lotu, zmęczenie i ból pleców od akrobatycznych pozycji w samolocie aby choć na chwilę zasnąć mijają jak ręką odjął. Lubię ten moment, kiedy stojąc jeszcze na schodach samolotu czuję na skórze powiew ciepłego powietrza a nos intensywnie przyjmuje nowe, miejscowe zapachy. Ja w ogóle lubię lotniska, zapowiedź nowej przygody…

Mombasa. Pierwsze wrażenia. Jest noc. Jedziemy niewielkim busem, który zawiedzie nas do hotelu. Przez niewielkie okno staram się dostrzec fragmenty miasta, zobaczyć życie. Pamiętam moment lądowania i pytanie/zdziwienie mojego Meża – to na dole to jakiś cmentarz? To na dole, to malutkie, brudno-żółte, migocące lampki, rzadko rozmieszczone na dość dużym obszarze. Faktycznie z góry wygląda to jak słabo oświetlony, zapomniany cmentarz. Teraz kiedy widzę przez okno uciekający krajobraz  i później, kiedy jeszcze tu wrócimy zdanie to utrwali się w mojej głowie jako symboliczne dla tego miejsca. Mijamy coś jakby baraki, rozpadające się, prowizoryczne schrony, do których wejścia strzegą fruwające na wietrze szmaty, płachty, folie a intymność zapewnia ścianka działowa z kartonu. W środku są ludzie. Kobiety, mężczyźni, dzieci, całe rodziny i ich rodziny. Teraz widzę, że te światełka widziane z samolotu to żarówki. Dyndają sobie przy niektórych domach i są jedynym światłem w całej okolicy. Jest godzina 20.00 czasu lokalnego. Na ulicach Mombasy toczy się życie. Mijamy stragany, coś jakby restauracje, budynki z kolorowymi napisami. Większość z nich jest zamkniętych. Co jakiś czas widzę wpatrujące się w okna naszego busa twarze. Ciekawość ale i dziwna wrogość maluje się w ciemnych oczach.

Około godziny 22.30 nasz bus zatrzymuje się, kierowca informuje, że czeka nas przeprawa promowa i, że trochę poczekamy. Jeszcze nie wiem, że trochę to znaczy 2 godziny a podczas pobytu w Kenii dowiem sie, że 2 godziny to i tak krótko…Wciaż mam przed oczyma obrazki z przed paru chwil. Rozglądam się i pierwsze co widzę to szlaban, za którym stoi mnóstwo ludzi i wciąż nadchodzą. Niecierpliwie napierają na drewnianą belkę, intensywnie wpatrując się w przypływające co jakich czas promy. Jestem zmęczona. Teraz wszystko wydaje sie jeszcze bardziej złowrogie, może to przez tę noc, może przez zniecierpliwienie i coraz większą chęć położenia się do łóżka. Z zamyślenia wyrywa mnie obraz pędzącego (dosłownie) tłumu ludzi i warkot zapalanego silnika naszego busa. W nozdrza dostaje się smród spalin. Wjeżdżamy na platformę. Znowu mam wrażenie, że wszystkie oczy pasażerów skierowane są w naszą stronę. W tłumie dostrzegam kilka kobiet ubranych w wieczorowe suknie, mężczyznę w grubym kożuchu i adidasach. Wyglądają jak wycięci z innego obrazka. Dzieci, tobołki, zakupy, kurczowo trzymane w ręku wyblakłe reklamówki, ani jednego człowieka o kolorze skóry innym niż czarny. Strach i fascynacja. To uczucia, których doświadczyłam podczas kilku pierwszych godzin spędzonych w Kenii. Kiedy po kilku minutach dopływamy do brzegu ten sam tłum wylewa się z otwartych furtek i pędzi gdzieś w głąb lądu. Znowu smród spalin, klaksony. Tu nie obowiązują zasady ruchu drogowego.

Ps. Miejsce skąd odpływają promy (zazwyczaj kursują 2 na zmianę) to Kilindini Harbour. Kilindini w języku suahili znaczy „głęboki”. Port został tak nazwany, ponieważ kanał jest naturalnie bardzo głęboki, 55 metrów w najgłębszym miejscu. Kilindini Port jest przykładem zjawiska przyrodniczego geograficznego zwanego ria, utworzonego miliony lat temu, gdy poziom morza podniósł się i pochłonął rzekę, która płynęła od lądu. Likoni Ferry kursują od 1937 roku. W samym porcie robienie zdjęć i filmów jest surowo zabronione (trzeba mieć zezwolenie). Mnie udaje sie pstryknać jedno zza szyby busa. Kilka sekund później podchodzi do kierowcy strażnik z pretensjami. Jestem zszokowana błyskawiczną reakcją i tym, że wypatrzył obiektyw wśród tylu setek ludzi. Po krótkiej wymianie zdań między panami, których kompletnie nie zrozumiem, możemy jechać dalej. Od kierowcy dostaję ostrzeżenie.

Samochody, motocykle etc. płyną za opłatą. Nieodpłatnie podróżują pasażerowie.

Ps2. Jambo w języku suahili znaczy „cześć”

Wybrane dla Ciebie
  • Marysia

    Edytko, jeśli tak właśnie mogę mówić. Przeczytałam cały Twój „dział” o Kenii z… wypiekami na twarzy. Jestem w trakcie uczenia się do zaliczeń w szkole (z geografii) i musiałam nauczyć się m.in. państw Afryki. Twoje wpisy sprawiły, że zapragnęłam wyjechać choćby dziś. Jesteś niesamowitą blogerką- przepięknie piszesz, masz cudowne zdjęcia. Naprawdę, zachciało mi się uczyć. 🙂 Zawsze kochałam poznawać obce kultury, kraje, ale Twój blog będzie towarzyszył mi (od tej pory) aż do samej matury z rozszerzonej geografii. Dziękuję! Podróżuj, spełniaj marzenia i pisz. O to proszę z całego serca.

    Również blogerka, ale nie podróżnicza. Marysia
    http://www.marysiaczok.pl

    • Marysiu, dziękuję ślicznie za tak miłe słowa. Cieszy mnie fakt, że to co piszę motywuje Ciebie do nauki i rozwoju. Też zawsze lubiłam geografię…do dziś oprócz realnych podróży, podróżuję palcem po mapie :), lubię wiedzieć dużo o różnych krajach. Blog jest moją odskocznią, miejscem gdzie mogę pisać, dzielić się fotografią, wyrażać siebie. Tym bardziej cieszę się, że się Tobie podoba. Życzę powodzenia na maturze i samych sukcesów 🙂

      • Marysia

        A ja geografię tak naprawdę dopiero poznaję! 🙂 I powiem szczerze, że te realne, namacalne przykłady (jak Twój blog) coraz bardziej mnie wciągają i zachęcają do nauki! Zatem- śledzę!!! Proszę pisać, pisać, pisać, a ja będę czytać! Dziękuję!

  • Daleko niedaleko

    Fajne się czyta czyjeś pierwsze wrażenia z kraju, w którym się jest już od dłuższego czasu… Przypomina mi to mój pierwszy dzien w Kenii, chociaż ja lądowałam rankiem 🙂
    Jedna rzecz – jeśli jedziesz z lotniska na południe to najpierw przejeżdżasz przez wyspiarską część Mombasy (przez stare miasto raczej nie, bo jest trochę z boku) a dopiero po drugiej stronie, po przepłynięciu promem, jest Likoni 😉 Pozdrowienia!

Bajtra

Bajtra. Maltański przysmak. Oryginalny przepis!

wasini

Wasini. Jest cudnie. Część 1

DO GÓRY