Barcelona. Moim okiem.


Barcelona. Dla mnie to przystanek przed rejsem po Balearach. Trzy dni to dużo i mało na poznanie tego miasta. Nie będę pisać o zabytkach, napiszę o klimacie  i ogólnych wrażeniach.


Barcelona. wylądowaliśmy późnym wieczorem, w sam raz na kolację i spacer. Olbrzymi port, z którego za parę dni mieliśmy rozpocząć przygodę na morzu, niepokoił potęgą zacumowanych promów i bezbronnością małych statków i łódeczek.
Skąpo oświetlona promenada, szumiała gwarem ludzkiej mowy, w której najmniej słychać było język hiszpański. W powietrzu unosił się zapach portu, zmieszanych z olejkami i potem perfum oraz marihuany. Brud, smród, generalnie mało Hiszpan i Hiszpanii. Kradzieże, jawny handel narkotykami i niebotycznie wysokie ceny zniechęcają. Nas też okradziono. W metrze, w drodze do Montserrat (klasztor benedyktyński, położony w masywie górskim Montserrat, 40 km na północny zachód od Barcelony, znany z kultu figury Matki Boskiej, tzw. “Czarnulki” (La Moreneta) – źródło Wikipedia). Tak więc, dla mnie Montserrat to podróż niedokończona. Szkoda, bo miejsce wyjątkowe i zobaczyć trzeba. Jak narazie mogę w zamian podzielić się wrażeniami z hiszpańskiego komisariatu, bo tam spędziliśmy kilka godzin, zgłaszając kradzież portfela i dokumentów. Wniosek, Barcelonę się kocha albo nienawidzi. Plusy? Paella, kadry, architektura:)

 

Wybrane dla Ciebie
Prince Palace Hotel

Czy mówić smacznego? Kilka żelaznych zasad

Kwiaty jadalne

Kwiaty jadalne. Na zdrowie!