Bangkok. Kilka kadrów


Bangkok. Ludzie. Taka galeria ze spaceru po mieście…


Bangkok. Kolejny dzień. Wstaję wcześnie, chcę zobaczyć jak budzi się miasto. Na ulicach smród spalin miesza się z zapachem jedzenia. Stragany, stragany, pędzący ludzie. Ktoś mnie potrąca, ktoś się uśmiecha.
Większość tych w garniturach rozmawia gestykulując przez telefon. Czasem w drugiej ręce kawa. Ulice. Kto był w Bangkoku wie co oznaczają słowa: ruch, spaliny, korek. Nie polecam poruszania na własną rękę. Kiedy pędzimy tuk-tukiem czuję się jak na byku, który próbuje mnie zrzucić. Rodeo. Żołądek mam w gardle. Bangkok to kontrasty. Skrajna bieda dopełnia olbrzymie biurowce, a może odwrotnie…Tajlandia to jedyne miejsce gdzie nie boję się jeść z ulicznych straganów. Po długim po niej podróżowaniu przekonałam się, że jedzenie bazarkowe jest najlepsze, chociaż tu, w Bangkoku wraz z jedzeniem można dostać kurz i piasek. Więszość ludzi chodzi w maskach. Oprócz świątyń Bangkok ma do zaoferowania klimat. Specyficzny, różny od całej Tajlandii. Bangkok się kocha albo nienawidzi, od pierwszych chwil. Wielkie galerie handlowe przyciągają miliony turystów. Polecam rundkę dla rozeznania. I trzeba się targować! Dzień zaczął się na dobre. Zwiedzam okoliczne stragany, czuję zapach ryb, kurczaków, ciastek smażonych na głębokim oleju. Nikt nie jest nachalny, nikt nie krzyczy, nie zaprasza po swój towar, nie zachwala. To skromni i mili ludzie. W wielkich koszach stoją suszone ryby, na sam zapach odpychające. Pani mówi mi, że to jeden z lepszych przysmaków kuchni tajskiej. Kiedy przechodzę obok szkoły trwa lekcja wf-u a może przerwa? Dzieciaki mają takie same mundurki, machają do mnie przyjaźnie, pozują do zdjęć. Obok jednej ze świątyń udaje mi się zrobić zdjęcie strażnikom. Generalnie robić tego nie wolno. Hm, Bangkok jest fajny 🙂

Wybrane dla Ciebie
skała babci i dziadka

Skała Dziadka i Babci

side

Side znaczy Granat